Słuchanie Mety zacząłem zanim ukończyłem 11 lat od Master of Puppets, na ich pierwszych czterech płytach się wychowałem i kiedy wyszedł czarny album miałem mieszane uczucia - niby wszystko fajnie, ale...no właśnie - od tamtej pory zawsze miałem juz jakieś 'ale' do ich kolejnych płyt. Z jednej strony cenię Metę za odwagę i poszukiwania, nie kupuję tej całej gadki o komercji, i wierzę,że nagrywają to co im w duszy gra, są szczerymi twórcami i wiele z ich późnych dokonań mi się podoba, nawet motywy country (wszak podbnie jak Cliff też przepadam za wczesnymi płytami Lynnyrd skynnyrd), ale od czarnego albumu zawsze miałem niedosyt, zawsze musiałem się jakoś przekonywać do ich kolejnych dokonań, nigdy już żadna ich płyta nie zauroczyła mnie tak jak dawne, aż do czasu Death Magnetic - co prawda wg mnie to jednak nie ten poziom co 4 pierwsze płyty ale i czasy już nie te - kiedyś Meta definowała gatunek tworzyła historię, dziś już tylko do niej nawiązuje, ale nie mniej jednak DM to płyta, którą zatrybyłem od razu, z nieukrywaną przyjemnością, dlatego dla mnie to ich najlepsze wydawnictwo od czasu AJFA i z niecieprpliwością czekam na efekt buńczucznych wypowiedzi w wywiadach, że dopiero się rozkręcają - na kolejną wielką płytę Metalliki
Last edited by Arti (2010-06-30 23:55:06)