Widzę, że mamy bardzo podobne poglądy w tej kwestii.
Choć nie głosowałem na Lecha i niezgadzałem się z wieloma jego decyzjami, to jednocześnie bardzo go szanowałem - przede wszystkim za uczciwość i patriotyzm, za to jak bardzo dbał by wszyscy pamiętali takie wydarzenia jak Powstanie Warszawskie czy zbrodnia w Katyniu. Szczególnie zyskał w moich oczach dzięki swojemu przemówieniu na Westerplatte 1. września ub.r., gdzie mimo obecności Putina i w ogóle mimo tak dużego zainteresowania tą uroczystością miał odwagę przypominać krzywdy ze strony Niemiec i Rosji.
Jednocześnie uważam, że nie jest dobrym pomysłem chować go na Wawelu. Był dobrym prezydentem, ale tylko dobrym, nie miał takich zasług żeby być godnym spoczywania w takim miejscu. Szkoda, że Dziwisz uległ sztucznie podkręconym nastrojom społecznym.
I właśnie a propos żałoby, patosu i przesadnego wymiaru tego zjawiska - niedobrze mi się już robi od tego. Rozumiem żal po takiej tragedii, bo sam bardzo mocno przeżywałem to, co się stało; rozumiem szacunek dla dokonań, współczucie dla bliskich ofiar; uważam też, że trzeba to uczcić - ale to przybrało naprawdę przesadną skalę. Niestety Polaków (czy też większość narodu, bo wiadomo że nie można uogólniać) jara i kręci współczucie. Mamy zakodowaną martyrologię, hasła o byciu "Chrystusem narodów", mamy wpojoną wyjątkowość i to, że Polskę zawsze krzywdzono i nam powinno się współczuć. Następstwem tego jest mitologizacja, jeszcze silniejsza teraz bo zdaje się ludzie ulegli emocjom. Dodajmy jeszcze uwagę światowych mediów tak silnie skupioną na sobotniej tragedii. "Patrzą na nas, to pokażmy, że nigdzie na świecie nie ma takiej żałoby i takich pogrzebów jak u nas". "Wszyscy o nas mówią, to pokażmy jak bardzo jesteśmy załamani, jak mocno cierpimy i ubolewamy".
To, że zginęły jedne z najważniejszych osób w państwie, prezydent, główni przywódcy wojskowi, jest traktowane jako dziwne, kosmiczne zrządzenie losu, będące kolejnym dowodem na to, że Polska jest krajem wybranym. Panuje żałoba narodowa i nikomu nie wolno głośno powiedzieć, że to było czystą głupotą pozwolić takiej ekipie lecieć w jednym samolocie, bo uznane to byłoby za oczernianie zmarłych, a szczególnie Kancelarii Prezydenta, która decydowała kto poleci Tupolewem.